fbpx
with Brak komentarzy
fafafafa
Trudne chwile Izy na lagunie w Cumbuco. (fot. Alan Krzempek)

Nie jesteśmy zmęczeni, nie przesadziliśmy z imprezowaniem, warunki są dobre, nasza forma świetna. Więc dlaczego idzie źle? Winna jest nieubłagana krzywa progresu.


Znacie to?

Jest fatalnie i latawiec robi z Wami co chce! A przecież na poprzedniej lekcji sterowanie nim już tak świetnie wam wychodziło! Ba udawało się nawet opanować go jedną ręką i wydawało się, że kolejny etap nauki jest tuż, tuż. A tu klops!

Albo inaczej:

Już pięknie wychodziły Wam starty! Były długie i satysfakcjonujące halsy, zwłaszcza w lewą / prawą stronę (niepotrzebne skreślić). A tu kolejna sesja i niespodziewanie, zamiast prób ostrzenia, jest powrót do bodydragów. Bo nagle nawet deski na nogi nie potraficie już dobrze założyć! Co się dzieje?!

Albo tak:

Udał się pierwszy skok! I drugi!!! Ba! Udało się wylądować! Instruktor zarzekał się, że był ponad metr wysokości, przybijał piątkę, chwalił do ludzi… Jednym słowem: ekstaza! A nazajutrz zamiast radości – strach. Zamiast skoków – dziwne przysiady na wodzie…

Co jest dalej?

Niezrozumienie. Bo w sumie: Co się stało? Było już tak pięknie!

Podejrzenia: Być może nie nadaję się do tego sportu?

Rozczarowanie. Przecież tego dnia miała być deska / starty / zwroty / skoki / backroll itd. Wszystko, tylko nie cofanie się do poprzedniego etapu!

Pogróżki: Jak nie pójdzie mi kolejna sesja to rzucam to w diabły!

I łzy złości. Głównie na siebie.

Brzmi znajomo? Skąd wiem, że tak jest? Bo sama przechodziłam przez to przynajmniej kilka razy, na różnych etapach. Zdarzyło się to mi, zdarza się wszystkim. Wiec jeśli taka nieudana sesja przytrafiła się też Wam – uszy do góry. To nie dowód, że nie nadajecie się do kitesurfingu, tylko norma i nieodłączna część nauki.

Dlaczego tak się dzieje?

Czasem wynika to zmęczenia. Długa i męcząca podróż poprzedniego dnia albo długa i męcząca impreza, wpływają negatywnie nasz stan. Nawet jeśli wydaje nam się, że wszystko gra, sił trochę mniej, koncentracja jakby słabsza. To wszystko przekłada się na to, co się dzieje na wodzie.

Zmęczenie kite’m też może być przyczyną spadku formy. Znajomy instruktor nazywa to syndromem trzeciego dnia, choć kryzys może równie dobrze dopaść nas czwartego czy piątego dnia pływania. Działa to tak: Wieje pięknie przez kilka dni ciągiem. Ciśniemy więc ile się da, bo skoro jest wiatr to – wiadomo – trzeba korzystać. Idzie nam świetnie, więc chcemy jeszcze więcej. Ale niestety – organizm się buntuje i funduje nam spadek fizycznej albo psychicznej formy. Trzeba wtedy odpuścić.

Jak mawia mój inny znajomy: Odpoczynek to najważniejsza jednostka treningowa.

Inny powód: Czasem, zwłaszcza na samym początku, jesteśmy tak przejęci nauką, że nie zauważamy zmiany warunków. A przecież na kite’cie są one właściwie codziennie inne. Musimy niejako tych samych rzeczy np. starów – uczyć się w kilku wariantach – przy słabym wietrze, przy mocny, przy nierównym etc. To, że idzie nam gorzej niż wczoraj nie znaczy więc, że wszystkiego zapomnieliśmy. Być może warunki się zmieniły i nabytą umiejętność, trzeba przećwiczyć w innych okolicznościach przyrody.

Wbrew pozorom kryzys rzadko przychodzi po przerwie. Choć wtedy akurat spodziewamy się, że na pewno wszystko zapomnieliśmy. Ale – nie! Po pierwsze jesteśmy zwykle miło zaskoczeni, że jednak coś pamiętamy. Po drugie – prawdopodobnie jesteśmy wypoczęci, więc idzie nam nieźle. Po trzecie, ponieważ po przerwie spodziewamy się regresu, nawet jeśli nie wszystko wychodzi idealnie, jesteśmy psychicznie przygotowani na taką powtórkową sesję.

Krzywa progresu

Najtrudniej zaakceptować, gdy nieudana sesja, regres i niepowodzenia przychodzą po serii dobrych lekcji, fantastycznych sesji i wspaniałego progresu. Gdy nie jesteśmy zmęczeni (albo tak nam się wydaje), nie przesadziliśmy z imprezowaniem, warunki są dobre, nasza forma świetna. Więc dlaczego idzie źle? Winna jest nieubłagana krzywa progresu.

Postępy w nauce kitesurfingu, niestety, nie idą liniowo, tak jak byśmy chcieli. A nasz wykres progresu NIE wygląda tak:

IMG_4003

Krzywa progresu wygląda tak:

IMG_3999

Co to oznacza? Że, choć w długiej perspektywie czasu mamy coraz większe umiejętności, nasze sukcesy przemieszane są z potknięciami. Po kilku dobrych sesjach, przychodzi jedna gorsza.  Trochę na zasadzie – dwa kroki do przodu – jeden do tyłu.

I nie działa to jest niestety tak, że jeden udany start, czy skok gwarantuje, że wszystkie następne będą dobre. Tak po prostu jest. Trzeba się z tym pogodzić.

Jak sobie z tym radzić?

  • W złych chwilach myśleć o krzywej. 🙂 Naprawdę! Świadomość, że tak to wygląda bardzo pomaga.
  • Pamiętaj, że nieudane sesje to także nauka. Dziesięcioma, dwudziestoma, czy stoma próbami zapracowujesz na to, żeby nabyć kolejną umiejętność i żeby w końcu zaczęło wychodzić.
  • Myśl o dłuższej perspektywie czasowej. Nie rozpaczaj, że wczoraj było tak świetnie, a dziś jest beznadziejnie. Raczej przypominaj sobie, jak mało umiałeś / umiałaś rok, czy dwa lata temu. I jak dziś już z łatwością robisz to, co kiedyś wydawało nam się niemożliwe.
  • Pamiętaj, że nieudane próby i gorsze dni zdarzają się wszystkim, także najlepszym zawodnikom na świecie.

W filmie „Chapter One” Youri Zoon mówi w pewnym momencie o tym, że naprawdę ekstremalne tricki wykonuje tylko, gdy ma właściwie nastawianie i czuje, że to jest odpowiedni dzień.

Gdy to usłyszałam pierwszy raz pomyślałam: Hej! Skoro ten niesamowity facet, 2-krotny mistrz świata, miewa gorsze dni, to każdemu z nas może się zdarzyć. I nie możemy mieć do siebie o to pretensji. 😉

 

Zapisz się na naszą listę mailingową

Pobierz BEZPŁATNIE e-book "Podręcznik kitesurfingu dla totalnie początkujących"

My też nie lubimy spamu. Będziemy wysyłać Ci tylko informacje o campach.

Chcesz być na bieżąco z informacjami o campach?
Zamów nasz newsletter!
ZAMAWIAM

Pobierz bezpłatnie e-book "Podręcznik kitesurfingu dla
totalnie początkujących"

Zapisz się na naszą listę mailingową, żeby otrzymać podręcznik całkowicie bezpłatnie.
close-link