fbpx
with 3 komentarze

ACH_5116_01

El Gounę pokochałyśmy od pierwszego wejrzenia za dobre statystyki wiatrowe, niewielką odległość od Polski i umiarkowane ceny. Ale nie tylko! Oto 5 najważniejszych rzeczy, które sprawiają, że zawsze chcemy tam wracać.

W czerwcu zorganizowałyśmy tu nasz pierwszy zagraniczny Kite&Wake Camp. Jego uczestniczki, bardzo szybko pokochały to miejsce tak, jak my. Dlaczego? Dziś opisujemy 6 rzeczy, które w El Gounie urzekły nas najbardziej

  1. Miasto

To miejsce niezwykłe. Kultowe dla tysięcy wielbicieli kitesurfingu. Niepodobne do tłumnych, wakacyjnych miejscowości takich jak choćby Hurghada. Diametralnie różne od reszty Egiptu i stereotypowych wyobrażeń na temat tego kraju. Spokojne, uporządkowane miasteczko zachęca do włóczenia się po sklepach albo przycupnięcia na shishy, w jednej tutejszych restauracji. Piękna marina przypomina raczej południe Europy. Nic dziwnego – zaprojektował ją włoski architekt – Alfredo Freda. Zresztą, całe miasto zaprojektowali słynni architekci, w tym Amerykanin Michael Grave, twórca Disney World na Florydzie.
Bo El Gouna to prywatne miasto – zaprojektowane i stworzone od podstaw pod koniec lat 80 XX wieku. Owoc marzeń i własność milionera i dewelopera Samiha Sawirisa, który zakochał się w tutejszej błękitnej wodzie i położeniu w podnóża gór. Samo słowo El Gouna, po arabsku znaczy właśnie – laguna.

ACH_8699_01

No i przede wszystkim, to doskonałe miejsce do tego, żeby uprawiać kitesurfing. Gwarantowane słońce oraz płytka i płaska zachęcają, żeby właśnie tu zaczynać przygodę z tym sportem albo szkolić się dalej.

  1. Baza Red Sea Zone

Właściwie to nie baza. To instytucja. Tu się nie tylko pływa, ale chilluje między sesjami, rozmawia bez końca o progresie, bawi na kultowych imprezach, dobrze je i pije oraz nawiązuje przyjaźnie. Ale – po kolei:

Kitesurferzy to nie są poszukiwacze komfortu, ale jego odrobina potrafi także ucieszyć. A właśnie to oferuje Red Sea Zone – polska baza w El Gounie – dobrą atmosferę i dużo komfortu.

Tu znajdziecie tonu najnowszego sprzętu we wszelkich rozmiarach, a na własny sprzęt – specjalne boksy, gdzie spokojnie można zostawić go na noc.

IMG_0171

Jest tu spora przebieralnia i zamykane na klucz szafki na rzeczy osobiste. Są kompresory, co oczywiście ogromnie ułatwia życie. Bo choć pompowanie, to nieodłączna część kitesurfingu, gdy szybko trzeba wymienić latawiec na inny rozmiar, kompresor pod ręką jest bezcenny.

Starty i lądowania są bezstresowe, dzięki beach boyom, dyżurującym cały dzień na brzegu.

ACH_1315_01

Nieopodal, na motorówce swoje dyżury ma ekipa, zapewniająca w razie potrzeby rescue. Jest specjalny warsztat, gdzie możemy skręcić deskę, uzyskać pomoc w wygładzeniu nadszarpniętych przez rafę finów, czy załatwić inne drobne naprawy.

IMG_0183

Po pływaniu możemy zaś odpocząć na plecionych leżaczkach z zadaszeniem albo przekąsić coś pysznego w barze zapijając świeżo wyciskanym sokiem lub kawą mrożoną.

Red Sea Zone to także miejsce kultowych imprez Ja’Mondays – poniedziałkowych jam session, z muzyką live i świetną okazją do integracji kitesurferów.

Wśród grających i śpiewających jest zawsze sam szef bazy Red Sea Zone – Piotr „Camel” Szlagowski. A skoro już o nim mowa…

  1. Camel

Piotr „Camel” Szlagowski – instruktor, współwłaściciel i szef bazy Red Sea Zone, już sam w sobie powodem, żeby do El Gouny wybrać się przynajmniej raz.

Charyzmatyczny człowiek, świetny instruktor i człowiek renesansu. Gra na gitarze, śpiewa i rozkręca kultowe Ja’Mondays. W razie potrzeby wyciągnie gitarę akustyczna i przy ognisku (tak, w Egipcie) da koncert polskich klasyków. Opowie o historii kitesurfingu i ciekawostkach z życia El Gouny.

Specjalista ds. pływania w tandemie, dzięki czemu pozwala bujać w powietrzu adeptom kitesurfingu, dla których wyzwaniem są jeszcze nawet kontrolowane body dragi. Na lekcjach łączy najwyższy poziom merytoryczny, z gigantyczną dawka humoru.

Poza nimi, zawsze odpowie na pytania, wyjaśni wątpliwości, poradzi. Nigdy nie powie, że czas minął. Nigdy nie ma dość. A przynajmniej tak się wydaje, kiedy po 6 wyczerpujących, wietrznych dniach campu, w wolnej chwili proponuje konkurs skoków do basenu w dziwnych pozach. 🙂

ACH_8920_01ACH_8863_01

Widać, że kocha ten sport i kocha zarażać swoją pasja innych. Zupełnie tak, jak my! 😉

ACH_8296_01

  1. Hotel i nie tylko

W El Gounie macie do wyboru dziesiątki hoteli od 3 do 5 gwiazdek, a nawet jedno 6 gwiazdkowe miejsce! Jest więc w czym wybierać.

My zatrzymujemy się w hotelu Rihana Inn, który łączy dobrą jakość z przystępna ceną.

ACH_0088_01

Do centrum idzie się stąd piechota kilka minut, a na spot dojeżdża (także kilka minut) darmowy shuttle bus. Ogromnym plusem jest jedzenie – świeże i smaczne (zero problemów żołądkowych w kilkunastoosobowej grupie), ale przede wszystkim bardzo różnorodne. Codziennie do wyboru są inne „specjały szefa”, czy przysmaki lokalnej kuchni. Ogromna ilość deserów zniechęca do diety, ale dla osób z silna wolą są także na podorędziu liczne sałatki. Są specjalne atrakcje – jak dzień grillowy. Z drugiej strony, wegetarianki w naszym gronie, też nie miały problemu, żeby codziennie znaleźć coś dla siebie.

No i jeszcze jedna rzecz – do hotelu przynależy restauracja, znajdująca się przy spocie, tuż obok bazy. Tu od południa do 14.00 serwowany jest lunch w formie bufetu – bezpłatny dla hotelowych gości. Dzięki temu lunch można zjeść na miejscu, w przerwie między lekcjami czy sesjami, bez konieczności wracania do hotelu.

A potem – oczywiście – można pływać dalej… 🙂

  1. Wybór atrakcji

W El Gounie Kitesurfing można uprawiać cały rok. Idealne do tego są wiosna i jesień, kiedy nie jest za gorąco, a statystyki wiatrowe są bardzo dobre. Ale – nie samym kite’em żyje człowiek. A nawet jeśli żyje samym kite’m (coś o tym wiemy), to nawet na najlepszym spocie zdarzają się dni bez wiatru. W takiej sytuacji, idealny nawet położony na odludziu staje się więzieniem. Na szczęście w El Gounie nie ma tego problemu. Tu mamy pole golfowe, gokarty, spływy SUP-em po tutejszych kanałkach, wycieczki motorówką.

ACH_8843_01

Ale przede wszystkim jest tu duży wakepark El Gouna Sliders Cablepark – z dwoma wyciągami 2.0 i dwoma wielosłupowymi, poruszającymi się w przeciwnych kierunkach. Idealne miejsce, żeby przetrwać bezwietrzny dzień, uzupełniając braki adrenaliny w organizmie.

Także wieczorami wybór atrakcji jest ogromny, w zależności od upodobań czy nastroju. Mamy tu typowe atrakcje turystyczne typu wieczór w beduińskim namiocie, czy głośne kluby w marinie. Ale też spokojne knajpki, gdzie na poduchach można po męczącej sesji pykać shishę (Dunes) albo malownicze bary, jak Club House nad basenem, czy Bartender w Marinie.

Każdy znajdzie tu coś dla siebie i – obiecujemy – nikt nie będzie się nudzić.


Zdjęcia: Adam Harry Charuk

ACH_0264_01

 

Zapisz się na naszą listę mailingową

Pobierz BEZPŁATNIE e-book "Podręcznik kitesurfingu dla totalnie początkujących"

My też nie lubimy spamu. Będziemy wysyłać Ci tylko informacje o campach.

Chcesz być na bieżąco z informacjami o campach?
Zamów nasz newsletter!
ZAMAWIAM

Pobierz bezpłatnie e-book "Podręcznik kitesurfingu dla
totalnie początkujących"

Zapisz się na naszą listę mailingową, żeby otrzymać podręcznik całkowicie bezpłatnie.
close-link